Sokołowskie Orlęta. Krwawy sierpień 1920 roku w Sokołowie Podlaskim.
Mieli po kilkanaście lat. Byli uczniami, harcerzami i mieszkańcami Sokołowa Podlaskiego. Latem 1920 roku zamiast wrócić do szkolnych ławek trafili na front wojny polsko-bolszewickiej. Dziewięciu z nich nie wróciło już do rodzinnego miasta. Ich historia, znana dziś jako historia Sokołowskich Orląt, jest jedną z najbardziej przejmujących kart w dziejach Sokołowa Podlaskiego.

Sierpień 1920 roku nie był dla Sokołowa odległą historią rozgrywającą się gdzieś na mapach sztabów wojskowych. Wojna przyszła tutaj. Przez kilkanaście dni mieszkańcy miasta żyli pod okupacją Armii Czerwonej, a na drogach i polach wokół Sokołowa toczyły się walki, w których uczestniczyli również bardzo młodzi mieszkańcy regionu.
Dziś warto przypomnieć ich historię nie tylko dlatego, że mija kolejna rocznica tamtych wydarzeń. Warto ją przypomnieć przede wszystkim dlatego, że za datami i nazwami jednostek kryli się konkretni ludzie. Chłopcy, którzy mieli po kilkanaście lat, a których wojna postawiła przed wyborem, jakiego żaden młody człowiek nie powinien musieć dokonywać.
6 sierpnia. Wojna dociera do Sokołowa
Latem 1920 roku Armia Czerwona prowadziła ofensywę na zachód. Położony na ważnym szlaku komunikacyjnym Sokołów Podlaski znalazł się na drodze sowieckiego natarcia.
6 sierpnia 1920 roku w rejonie Sokołowa Podlaskiego i Wojewódek doszło do ciężkich walk. W opracowaniach dotyczących tego okresu starcie określane jest jako szczególnie krwawe. Polskie oddziały próbowały zatrzymać nacierającego przeciwnika, jednak przewaga bolszewików okazała się zbyt duża.
Obroną Sokołowa kierował generał Władysław Jung, dowódca 15. Dywizji Piechoty. Miasto ostatecznie zostało zajęte przez Armię Czerwoną. Szczególnie ciężkie straty poniosły polskie jednostki walczące w tym rejonie, w tym 55. pułk piechoty.
Dla mieszkańców rozpoczął się jeden z najtrudniejszych okresów w historii miasta.
Sokołów pozostawał w rękach bolszewików do czasu polskiej kontrofensywy w drugiej połowie sierpnia. Źródła lokalne wskazują okres 6–19 sierpnia 1920 roku jako czas bolszewickiej okupacji miasta.
Chłopcy, którzy poszli na front
W tym samym czasie, gdy Armia Czerwona zbliżała się do Sokołowa, miejscowi harcerze odpowiedzieli na wezwanie do obrony Polski.
W 1918 roku drużyna harcerska im. Tadeusza Kościuszki uczestniczyła w rozbrajaniu niemieckich żołnierzy przebywających w mieście. Dwa lata później jej członkowie ponownie stanęli przed próbą – tym razem znacznie poważniejszą.
Latem 1920 roku 56 młodych sokołowskich harcerzy, najczęściej w wieku 16 i 17 lat, a niektórzy jeszcze młodsi, wyruszyło na front. Razem z nimi pojechał ksiądz Antoni Święcicki, który został kapelanem 205. pułku piechoty ochotniczej.
To właśnie oni są dziś nazywani Sokołowskimi Orlętami.
Nie była to nazwa stworzona na potrzeby współczesnej opowieści. Określenie „Sokołowskie Orlęta” zostało przyjęte w lokalnej pamięci i funkcjonuje dziś również w działalności Sokołowskiego Ośrodka Kultury, który prowadzi projekt poświęcony młodym bohaterom wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku.
Dziewięciu nie wróciło
Za liczbą 56 młodych harcerzy kryje się dziewięć dramatycznych historii.
W walkach z Armią Czerwoną polegli:
Michał Danielak, Józef Włodarczyk, Czesław Redke, Wacław Pawlik, Stefan Galas, Adolf Mastalerczuk i Henryk Leszczyński.
Dwóch kolejnych – Januariusz Geonet i Stanisław Dobrowolski – zmarło później w szpitalach w wyniku odniesionych ran.
Dziewięciu młodych sokołowian straciło życie. Kolejnych 19 harcerzy zostało rannych.
Warto zatrzymać się przy tych nazwiskach.
Michał Danielak. Józef Włodarczyk. Czesław Redke. Wacław Pawlik. Stefan Galas. Adolf Mastalerczuk. Henryk Leszczyński. Januariusz Geonet. Stanisław Dobrowolski.
To nie są tylko nazwiska z listy poległych.
To byli młodzi ludzie z naszego miasta i okolicy. Mieli rodziny, kolegów, nauczycieli, plany i życie, które dopiero miało się rozpocząć.
Wojna przerwała je niemal w jednej chwili.
Nawet przeciwnicy dostrzegali ich odwagę
Historia Sokołowskich Orląt ma jeszcze jeden niezwykły wymiar.
O ich odwadze pisali nie tylko polscy towarzysze broni. W zachowanych przekazach wspomina się również o zainteresowaniu i uznaniu, jakie młodzi Polacy wzbudzali wśród żołnierzy rosyjskich. Ich wiek i jednocześnie niezwykła determinacja robiły wrażenie nawet na przeciwniku.
To szczegół, który wiele mówi o charakterze tych chłopców.
Nie byli zawodowymi żołnierzami. Nie mieli za sobą lat służby wojskowej. Byli harcerzami i uczniami, którzy w 1920 roku uznali, że obrona odzyskanej zaledwie dwa lata wcześniej niepodległości jest również ich obowiązkiem.
Wojewódki Górne. Noc przed odbiciem miasta
Po zwycięstwie Polaków w Bitwie Warszawskiej sytuacja na froncie zaczęła się gwałtownie zmieniać.
Rozpoczęta 16 sierpnia kontrofensywa znad Wieprza zmusiła wojska bolszewickie do odwrotu. Polskie oddziały ruszyły na północ i wschód, odzyskując kolejne miejscowości.
W nocy z 18 na 19 sierpnia ciężkie walki rozegrały się pod Wojewódkami Górnymi.
W rejon Sokołowa dotarli żołnierze 1. i 2. Pułku Strzelców Podhalańskich. W walce uczestniczył między innymi III batalion 2. Pułku Strzelców Podhalańskich. Naprzeciwko Polaków znalazły się oddziały sowieckie.
Polacy znaleźli się w trudnej sytuacji, jednak utrzymali swoje pozycje przez noc. Według lokalnych opracowań walki przyniosły stronie sowieckiej około 200 zabitych i 100 jeńców. Polacy zdobyli również działa i około 150 wozów taborowych. Po stronie polskiej poległo 16 żołnierzy, a kilkudziesięciu zostało rannych.
Wojewódki Górne były jednym z ostatnich etapów walk przed odzyskaniem Sokołowa.
19 sierpnia. Sokołów znów jest polski
19 sierpnia 1920 roku około godziny 6 rano polskie oddziały wkroczyły do Sokołowa Podlaskiego.
Po trzynastu dniach miasto ponownie znalazło się w polskich rękach. W walkach szczególnie wyróżniły się 1. i 2. Pułk Strzelców Podhalańskich. Polacy zdobyli dziewięć dział i wzięli do niewoli kilkuset żołnierzy sowieckich.
Ten moment był częścią większej polskiej kontrofensywy, która zmieniła losy wojny.
Dla Sokołowa oznaczał jednak coś więcej.
Po dniach niepewności, walk i okupacji mieszkańcy ponownie zobaczyli w mieście polskich żołnierzy.
Pamiątką po tamtym wydarzeniu pozostaje między innymi sztandar 2. Pułku Strzelców Podhalańskich, na którym znajduje się nazwa „Sokołów” – jeden z elementów upamiętniających szlak bojowy jednostki. Lokalne źródła wskazują, że jest to wyjątkowe świadectwo miejsca naszego miasta w historii tej formacji.
Generał Jung. Człowiek, który przeżył jedną wojnę i przegrał z kolejną
Władysław Jung przeżył wojnę polsko-bolszewicką. Jego wojskowa kariera trwała jeszcze przez kolejne lata.
Historia nie oszczędziła go jednak również podczas następnego wielkiego konfliktu.
Po wybuchu II wojny światowej Jung znalazł się we Lwowie. Podczas próby przedostania się przez linię demarkacyjną został zatrzymany przez Sowietów. W wyniku ciężkich warunków doznał odmrożeń, a następnie zachorował. Zmarł 1 stycznia 1940 roku we Lwowie.
Generał, który w sierpniu 1920 roku dowodził obroną Sokołowa, sam padł ofiarą kolejnej wojennej zawieruchy.
Historia Sokołowskich Orląt nadal żyje
O Sokołowskich Orlętach zaczęto szerzej przypominać mieszkańcom Sokołowa w ostatnich latach. Powstała poświęcona im wystawa, a następnie projekt dokumentujący historię młodych harcerzy. Materiały zbierano między innymi dzięki pracy osób zajmujących się historią miasta i wspomnieniom przedwojennych sokołowskich harcerzy.
To ważne, bo pamięć o takich ludziach nie powinna ograniczać się do jednej rocznicy.
Sokołowskie Orlęta są częścią historii naszego miasta. Ich historia pokazuje, że wielkie wydarzenia historyczne nie działy się wyłącznie w Warszawie, pod Radzyminem czy nad Wisłą. Ich fragment rozegrał się również tutaj – w Sokołowie Podlaskim, Wojewódkach Górnych i innych miejscowościach naszego powiatu.
A kiedy dzisiaj patrzymy na nazwiska dziewięciu poległych chłopców, warto pamiętać przede wszystkim o ich wieku.
Mieli po kilkanaście lat.
Mogli mieć przed sobą szkołę, pracę, rodziny, zwyczajne dorosłe życie.
Zamiast tego trafili na front.
Dziewięciu z nich już nie wróciło.
Dlatego określenie „Sokołowskie Orlęta” nie powinno być dla nas jedynie nazwą historycznego projektu czy wystawy. To imię konkretnego pokolenia młodych mieszkańców Sokołowa, którzy w 1920 roku znaleźli się w samym środku wojny o niepodległość Polski.
I właśnie dlatego, gdy wspominamy sierpień 1920 roku, warto pamiętać nie tylko o tym, kiedy Sokołów został zajęty i kiedy został odbity.
Warto pamiętać kto wtedy walczył.
Bo za historią naszego miasta zawsze stoją ludzie.
Sokołów Podlaski w Obiektywie
ImperiumPress
Grzegorz Mieczkowski


