Kto ma prawo informować mieszkańców? Nowa sztuczna afera w mieście Sokołów Podlaski.
Kolejny raz okazuje się, że dla Bożeny Gontarz-Górznej, redaktor naczelnej portalu „Życie Sokołowa”, większym problemem od samej informacji jest to, kto opublikował ją jako pierwszy. Tym razem celem ataku stały się władze miasta oraz strona „I co z tym Sokołowem?”, która jako pierwsza poinformowała mieszkańców o planowanych spotkaniach samorządowców z mieszkańcami. Trudno oprzeć się wrażeniu, że według redaktor naczelnej „Życia Sokołowa” informacje dotyczące życia publicznego powinny najpierw trafiać do jej redakcji, a dopiero później do mieszkańców i innych mediów.

Sama informacja ma charakter publiczny i dotyczy wydarzeń organizowanych przez samorząd dla mieszkańców. Trudno więc uznać, że jakiekolwiek medium posiada wyłączne prawo do jej publikacji. W demokratycznym społeczeństwie im szybciej i szerzej mieszkańcy są informowani o sprawach publicznych, tym lepiej dla lokalnej wspólnoty.
Tym bardziej zaskakuje reakcja Bożeny Gontarz-Górznej, redaktor naczelnej portalu „Życie Sokołowa”, która publicznie skrytykowała zarówno władze miasta, jak i stronę „I co z tym Sokołowem?” za opublikowanie tej informacji. W swoim materiale użyła między innymi sformułowań: „Niedługo może zacznie urzędować w magistracie…” oraz „Kolejna kompromitacja władz miasta. Hejterka zaprasza na spotkanie burmistrza i radnych z mieszkańcami”. Takie określenia trudno uznać za rzeczową debatę dotyczącą sposobu informowania mieszkańców o sprawach publicznych.
Warto przypomnieć, że jeszcze około miesiąc temu Bożena Gontarz-Górzna publicznie deklarowała walkę z hejtem i apelowała o podniesienie poziomu debaty publicznej w mieście. Deklaracje te spotkały się z zainteresowaniem mieszkańców, którzy oczekiwali, że lokalna dyskusja będzie opierała się przede wszystkim na argumentach i faktach, a nie na personalnych uszczypliwościach.
Dlatego obecna publikacja wywołała kolejną dyskusję dotyczącą standardów debaty publicznej w Sokołowie Podlaskim. Trudno bowiem nie zauważyć pewnej sprzeczności między wcześniejszymi apelami o walkę z hejtem a językiem zastosowanym w najnowszym materiale. To właśnie dlatego wielu mieszkańców zadaje dziś pytanie, czy deklarowana walka z hejtem była rzeczywistą próbą poprawy jakości debaty publicznej, czy jedynie medialnym hasłem, które nie znalazło odzwierciedlenia w późniejszych publikacjach.
Co więcej, sam spór nie dotyczy treści informacji o spotkaniach z mieszkańcami. Nikt nie kwestionuje prawa mieszkańców do poznania terminów i miejsc spotkań z władzami miasta. Kontrowersje wywołał fakt, że informację tę jako pierwsza opublikowała strona „I co z tym Sokołowem?”. W efekcie zamiast dyskusji o sprawach ważnych dla mieszkańców otrzymaliśmy kolejną odsłonę sporu o to, kto pierwszy podał wiadomość.
Rolą mediów jest informowanie, kontrolowanie działań władz i przedstawianie różnych punktów widzenia. Nie powinno jednak dochodzić do sytuacji, w której samo opublikowanie publicznej informacji przez inne medium staje się powodem kolejnego konfliktu. Mieszkańcy oczekują przede wszystkim rzetelnych wiadomości dotyczących ich miasta, a nie sporów o pierwszeństwo publikacji.
Warto również zauważyć, że samorząd ma pełne prawo do bezpośredniego informowania mieszkańców o swoich działaniach, planach i pozyskanych środkach. Współczesna komunikacja publiczna opiera się nie tylko na mediach, ale także na oficjalnych kanałach informacyjnych urzędu oraz mediach społecznościowych.
Ostatecznie najważniejsze pytanie brzmi nie „kto był pierwszy?”, lecz „czy mieszkańcy zostali skutecznie poinformowani?”. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to cel został osiągnięty. Lokalna debata publiczna powinna koncentrować się na sprawach istotnych dla rozwoju Sokołowa Podlaskiego, a nie na rywalizacji o pierwszeństwo w publikowaniu informacji.
Sokołów Podlaski w Obiektywie
ImperiumPress
Grzegorz Mieczkowski


