head> Sokołów Podlaski w Obiektywie – SPWOINFO  

Chodnik na prywatnym gruncie, spór z miastem i pytania o własność. Mieszkaniec Sokołowa Podlaskiego opowiada o sprawie z czasów Bogusława Karakuli

 Chodnik na prywatnym gruncie, spór z miastem i pytania o własność. Mieszkaniec Sokołowa Podlaskiego opowiada o sprawie z czasów Bogusława Karakuli.

Czy można wybudować chodnik na prywatnym gruncie bez wcześniejszego porozumienia z właścicielem? Co dokładnie zostało przekazane miastu, a co nadal należy do właściciela nieruchomości? I dlaczego, zdaniem mieszkańca, w jednej sytuacji za grunt zapłacono, a w jego przypadku miało być inaczej?

Z takimi pytaniami zwrócił się do mnie Stanisław Janiuk, mieszkaniec Sokołowa Podlaskiego, który opowiedział o wieloletnim sporze dotyczącym nieruchomości przy jednej z miejskich ulic. Jak podkreśla, sprawa zaczęła się jeszcze za poprzednich władz miasta, gdy burmistrzem Sokołowa Podlaskiego był Bogusław Karakula.

Relacja mieszkańca obejmuje budowę chodnika, późniejszą sprawę sądową, rozmowy z przedstawicielami miasta, próbę uzgodnienia kwestii własności gruntu oraz jego obecny spór z urzędem o możliwość ogrodzenia pozostałej części działki.

Przedstawiona w artykule historia jest relacją Stanisława Janiuka. Na tym etapie nie dysponuję dokumentami, które potwierdzałyby wszystkie przedstawione przez niego informacje. Dlatego poszczególne wydarzenia opisuję jako jego relację i nie przesądzam, która ze stron sporu ma rację.

„Weszli na moją działkę i zrobili chodnik”

Jak relacjonuje Stanisław Janiuk, posiadał działkę sięgającą do drogi. Według jego słów miasto przystąpiło do wykonania chodnika, zanim doszło z nim do formalnego uzgodnienia kwestii dotyczących gruntu.

Mieszkaniec twierdzi, że obserwował prowadzone prace, a po ich zakończeniu postanowił zagrodzić teren taśmą. W jego ocenie miasto weszło na jego nieruchomość bez jego zgody.

Sprawa miała następnie trafić do sądu.

Według mieszkańca w sądzie pojawiła się propozycja przekazania gruntu pod chodnik

Według relacji mieszkańca podczas rozprawy sądowej pojawił się temat przekazania części nieruchomości pod istniejący chodnik.

Janiuk twierdzi, że sędzia zapytała go, czy nie zdecydowałby się przekazać miastu terenu pod chodnik.

Mieszkaniec zdecydował się na takie rozwiązanie.

Jak podkreśla, zgodził się na nieodpłatne przekazanie gruntu pod chodnik.

– Dobry człowiek ze mnie. Przekazałem tę działkę pod chodnik bez zapłaty, bez niczego – mówi.

Jednocześnie zaznacza, że jego intencją było przekazanie wyłącznie części nieruchomości zajętej pod chodnik.

Spotkanie z burmistrzem Karakulą

W relacji Janiuka pojawia się również opis spotkania, do którego miało dojść w jego domu.

Jak twierdzi, przyjechali do niego ówczesny burmistrz Bogusław Karakula oraz osoba związana z obsługą prawną urzędu.

Mieli ze sobą plik dokumentów.

Według relacji Janiuka podczas spotkania burmistrz miał powiedzieć, że może dać mu „parę groszy”.

Mieszkaniec nie zgodził się na podpisanie dokumentów. Jak tłumaczy, chciał najpierw dokładnie zapoznać się z ich treścią.

– Ja żadnych dokumentów nie podpiszę, bo ja nie wiem, co tu jest napisane – miał odpowiedzieć.

Janiuk chciał skonsultować dokumenty z córką, która – według jego relacji – pracuje w dużej instytucji, która ma odpowiednie wykształcenie i umie czytać zawiłe dokumenty. Dokumentów jednak, jak twierdzi, nie otrzymał do domu. Ostatecznie niczego nie podpisał, a burmistrz i towarzysząca mu osoba mieli odjechać.

„Nie chciałem podpisać czegoś, czego nie przeczytałem”

Ten fragment relacji pokazuje również inną stronę całego konfliktu.

Mieszkaniec podkreśla, że nie odmawiał rozmowy z miastem. Przeciwnie – chciał najpierw wiedzieć, co dokładnie znajduje się w przedstawionych mu dokumentach i jakich praw do jego nieruchomości dotyczą.

Z jego punktu widzenia podpisanie dokumentu bez wcześniejszego zapoznania się z jego treścią mogło mieć poważne konsekwencje.

Dlatego odmówił podpisania dokumentów podczas spotkania.

Dziś właśnie ta kwestia jest dla niego jednym z elementów całej sprawy.

Zostało około 80 centymetrów gruntu

Jak wynika z relacji Janiuka, po wykonaniu chodnika pozostał jeszcze fragment gruntu znajdujący się pomiędzy chodnikiem a pozostałą częścią jego nieruchomości.

Mieszkaniec mówi o pasie o szerokości około 80 centymetrów.

I właśnie o ten fragment toczy się obecnie spór.

Janiuk uważa, że pozostały grunt nadal jest jego własnością. Chce go ogrodzić i uporządkować.

Według jego relacji urząd miasta ma jednak obecnie kwestionować jego prawo do zagrodzenia tego fragmentu.

– Ja przekazałem tylko pod chodnik, a nie wszystko – podkreśla.

Na pierwszy rzut oka sprawa może wydawać się konfliktem o niewielki pas ziemi.

Dla właściciela nie chodzi jednak wyłącznie o kilkadziesiąt centymetrów gruntu. Chodzi o odpowiedź na podstawowe pytanie: co dokładnie zostało przekazane miastu, a co nadal pozostaje własnością mieszkańca?

Jeżeli rzeczywiście przekazano wyłącznie grunt pod chodnik, mieszkaniec chce wiedzieć, dlaczego urząd miałby mieć prawa również do pozostałego fragmentu.

Jeżeli natomiast istnieją dokumenty, z których wynika, że miasto nabyło większy obszar, również ta kwestia powinna zostać mieszkańcowi jasno przedstawiona.

Na tym etapie nie mogę jednak potwierdzić żadnego z tych wariantów na podstawie własnej dokumentacji.

„Dlaczego miasto nie zapłaciło?”

Jednym z najważniejszych pytań, które stawia mieszkaniec, jest kwestia ewentualnego wynagrodzenia za przejęcie gruntu.

Janiuk twierdzi, że oczekiwał od miasta rozmowy i uczciwego uzgodnienia sprawy.

Jak relacjonuje, liczył na to, że burmistrz Bogusław Karakula spotka się z nim i zaproponuje rozwiązanie dotyczące przejęcia gruntu.

– Myślałem, że pan burmistrz Karakula jest na tyle inteligentnym człowiekiem, że stanie na wysokości zadania i powie: dogadamy się w jakiś sposób – mówi mieszkaniec.

Podkreśla przy tym, że nie oczekiwał koniecznie konkretnej, wysokiej kwoty. Chodziło mu przede wszystkim o formalne i uczciwe uregulowanie kwestii własności.

„Radny powiedział, że jest zapłacone”

W dalszej części relacji pojawia się kolejny wątek.

Janiuk twierdzi, że zwrócił się do radnego z pytaniem dotyczącym zapłaty za grunt. Według jego słów miał usłyszeć, że za nieruchomość zostało zapłacone.

Mieszkaniec postanowił więc poprosić o dokumenty.

Chciał wiedzieć, kiedy dokonano zapłaty, komu ją wypłacono, kto podpisał dokumenty oraz gdzie znajduje się potwierdzenie transakcji.

– Musi być dowód wypłaty i kto się podpisał pod tym dokumentem – relacjonuje.

To jedna z kwestii, które w ocenie mieszkańca powinny zostać jednoznacznie wyjaśnione.

„Dlaczego sąsiadowi wolno, a mnie nie?”

Janiuk zwraca również uwagę na sąsiednią nieruchomość.

W swojej relacji wskazuje przykład osoby, która – według jego wiedzy – miała nabyć od miasta działkę o powierzchni około 28 arów za około 40 tys. zł, a następnie wybudować tam dom i ogrodzić nieruchomość.

Mieszkaniec pyta, dlaczego w tamtym przypadku ogrodzenie było możliwe, a w jego sytuacji urząd kwestionuje możliwość zagrodzenia pozostałego fragmentu działki.

To jednak kolejna kwestia wymagająca weryfikacji. Bez dokumentów nie można przesądzać, czy obie sytuacje są rzeczywiście porównywalne.

Dla Janiuka podobieństwo jest jednak oczywiste.

– Jemu wolno zagrodzić, a mnie nie wolno – mówi.

„Nie czuję, żeby traktowano mnie uczciwie”

W rozmowie z mieszkańcem bardzo mocno wybrzmiewa również kwestia jego poczucia niesprawiedliwego traktowania.

Janiuk mówi wprost, że oczekiwał od przedstawicieli samorządu przede wszystkim uczciwego podejścia i rozmowy.

Twierdzi, że w pewnym momencie miał wrażenie, iż jego osoba jest traktowana lekceważąco.

To właśnie w tym kontekście używa bardzo mocnych słów, mówiąc, że odnosił wrażenie, jakby ktoś „szukał głupiego”.

To oczywiście jego osobista ocena i emocjonalna relacja z wydarzeń, a nie ustalenie redakcji.

Mieszkaniec zapowiada dalsze kroki

Stanisław Janiuk nie wyklucza skierowania sprawy ponownie do sądu.

Jak mówi, jeżeli nie uda się wyjaśnić sprawy z miastem, chce, aby o prawie do spornego fragmentu nieruchomości rozstrzygnął sąd.

– Nie zrobiłem żadnego przestępstwa. Zrobiłem dla urzędu miasta i dla ludzi dobrze. A ten kawałek chcę zagrodzić dla siebie – mówi.

W jego ocenie przekazanie terenu pod chodnik było działaniem na rzecz mieszkańców, ale nie oznaczało zrzeczenia się całej pozostałej części nieruchomości.

I właśnie to jest dzisiaj najważniejszym punktem sporu.

Sokołów Podlaski w Obiektywie

ImperiumPress

Grzegorz Mieczkowski.

Dodaj komentarz

Nie przegap

Table of Contents