„Jak ludzie powiązani ze starym sokołowskim układem, próbują dziś podważyć działania Iwony Kublik burmistrzyni Miasta Sokołów Podlaski”
W małych miastach polityka rzadko bywa „mała”. Częściej jest gęsta, osobista i pamiętliwa. W Sokołów Podlaski po wyborach 2024 roku ta zasada potwierdziła się z całą mocą. Zmiana władzy po 26 latach rządów środowiska związanego z Prawo i Sprawiedliwość nie była jedynie korektą kursu. Była politycznym trzęsieniem ziemi.
Nową burmistrz została Iwona Kublik. Dla jednych – symbol zmiany i nadziei na uporządkowanie spraw miasta. Dla innych – polityczny intruz, który naruszył długo utrzymywany układ sił. I właśnie między tymi dwiema narracjami rozgrywa się dziś lokalny spór.
Rozliczenia, które bolą
Każda zmiana władzy niesie ze sobą pytanie: co zastaliśmy? W Sokołowie odpowiedź nie jest wygodna. Audyty, kontrole, zawiadomienia do prokuratury – to nie są działania, które budują spokój. To działania, które burzą dotychczasowy porządek.
Sprawa nieprawidłowości finansowych w jednej z miejskich szkół, kontrowersje wokół umów w Sokołowski Ośrodek Kultury czy problemy z budżetem – to wszystko tworzy obraz miasta, które przez lata funkcjonowało w sposób co najmniej wymagający wyjaśnienia. I choć wiele z tych spraw dopiero czeka na ostateczne rozstrzygnięcia, sam fakt ich ujawnienia zmienia reguły gry.
Bo rozliczenia mają jedną cechę: zawsze kogoś bolą.
Kontratak starego porządku?
Czy mamy do czynienia z próbą obrony dawnych wpływów? Zwolennicy obecnej władzy nie mają wątpliwości – tak. Wskazują na krytykę medialną, działania prawne, a nawet próby podważania wiarygodności osób, które dziś prowadzą kontrole.
Nie jest tajemnicą, że lokalne środowiska polityczne są ze sobą silnie powiązane – przez lata wspólnego funkcjonowania w samorządzie, instytucjach i biznesie. W takim układzie zmiana władzy nie oznacza jedynie zmiany stanowisk. Oznacza naruszenie całej sieci relacji.
Dlatego reakcja bywa ostra.
Pojawiają się zarzuty, podważanie kompetencji, a nawet próby przeniesienia ciężaru odpowiedzialności na tych, którzy ujawniają problemy. Mechanizm znany nie tylko z dużej polityki. Różnica polega na tym, że w mniejszym mieście wszystko dzieje się bliżej ludzi – i szybciej staje się osobiste.
Miasto między dwiema narracjami
Z jednej strony mamy opowieść o „układzie”, który przez lata miał kontrolować kluczowe obszary życia publicznego. Opowieść, w której pojawiają się nazwiska znanych polityków, jak Jarosław Kaczyński czy Zbigniew Ziobro, i sugestie o szerszym systemie zależności.
Z drugiej – narrację o politycznej zemście, przesadzie i próbie budowania kapitału politycznego na krytyce poprzedników.
Prawda? Zapewne – jak to zwykle bywa – nie mieści się w żadnej z tych wersji w całości.
Fakty, które trudno zignorować
Niezależnie od politycznych ocen, są liczby. A te wskazują na poprawę ściągalności dochodów i zmianę struktury budżetu. Są też działania – audyty, kontrole, próby uporządkowania finansów. To są elementy, które można zmierzyć i ocenić w czasie.
Ale są też emocje. A te – w Sokołowie – są dziś równie istotne jak dane finansowe.
Co dalej?
Najtrudniejszy moment dopiero nadchodzi. Bo łatwiej jest ujawniać problemy niż budować trwałe rozwiązania. Łatwiej jest wskazywać winnych niż przekonać mieszkańców, że zmiana rzeczywiście działa na ich korzyść.
Jeśli audyty przyniosą konkretne, udokumentowane wnioski – będą punktem zwrotnym. Jeśli pozostaną jedynie elementem politycznego sporu – mogą pogłębić podziały.
Jedno jest pewne: w Sokołów Podlaski skończył się czas politycznego komfortu. Niezależnie od tego, kto ma rację, miasto weszło w etap, w którym każda decyzja, każde ujawnienie i każda reakcja będą miały swoją cenę.
A mieszkańcy – jak zawsze – będą musieli zdecydować, którą z opowieści uznają za swoją.
Sokołów Podlaski w Obiektywie
ImperiumPress
Grzegorz Mieczkowski


